Olsztyn - muszle św. Jakuba
Od kilku lat jeżdżę po Polsce i Europie, by fotografować rozmaite zdobienia architektoniczne. Choć nazywam je zbiorczo detalami, nie trzymam się ściśle definicji, uwzględniając w poszukiwaniach również rzeźby, typodetale czy reklamy. W tym roku postanowiłam skupić się przede wszystkim na kraju nad Wisłą i odbyć cykl wycieczek nazywany zbiorczo #detalrajzą. Póki co odwiedziłam Sopot, Bielsko-Białą, Kraków, a dosłownie przed chwilą wróciłam z Olsztyna. Na początek postanowiłam pokazać bardzo łatwy do przeoczenia i w sumie dość drobny detal, który - choć niemal współczesny - dobrze koresponduje z tożsamością budowanego od średniowiecza miasta.

Jak być może wiecie postacią patronującą Olsztynowi jest św. Jakub, jeden z apostołów. Widnieje on w herbie miasta, ubrany w tradycyjny pielgrzymi płaszcz, kapelusz i złote ciżmy. W ręce trzyma laskę, którą podpiera się w drodze i swój atrybut - muszlę. Taką pamiątkę dostawali pielgrzymi zmierzający do Santiago de Compostela, gdy osiągnęli cel swojej drogi. Olsztyn do dziś znajduje się na trasie pątników (tzw. Droga św. Jakuba), nic więc dziwnego, że motyw muszli i samego świętego przewija się przez miejskie fasady. Nie należy jednak spodziewać się takiego zatrzęsienia "Jakubów", jak np. syren w Warszawie. Trafiłam tylko na dwa przedstawienia pozwalające na jednoznaczne zidentyfikowanie postaci:
św. Jakub na budynku Nowego Ratusza przy placu Jana Pawła II 1,
św. Jakub na ul. Mrongowiusza 3.
Chcę jednak zwrócić Waszą uwagę na dużo młodszą realizację, subtelnie odnoszącą się do symboli miasta. Początkowo ten detal mi umknął - a znajdywać coś nowego w miejscu zdaje się już znanym to duża przyjemność dla detalistki. Spójrzcie na drzwi sklepu jubilerskiego przy ul. Staromiejskiej 8/9. Widzicie? Tak, muszla św. Jakuba została wykonana z czarnego drutu. Niby nic, a jednak wpisuje się dobrze w tożsamość Olsztyna. A poza tym - kiedy ostatnio widzieliście drzwi, które ktoś zaprojektował i wykonał od podstaw z myślą o konkretnej lokalizacji? Może arkusze miedzi potraktowane punktakiem i gięty drut to nie jest szczyt możliwości kowala czy ludwisarza, ale sama potrzeba stworzenia czegoś indywidualnego i wpisującego się w zespół lokalnych sensów cieszy.

Komentarze
Prześlij komentarz