Londyn - na tropie karawany

Wysoko nad skrzyżowaniem w centrum Londynu dostojnie sunie karawana. Trzy objuczone pakunkami wielbłądy prowadzi poprzez piaski pustyni Beduin, wspierając się na wysokiej tyczce. Gdy przyjrzymy się dokładniej, zobaczymy, że z wydmy obok wystają rozrzucone kości. Fatamorgana? Nie, detal autorstwa Williama Theeda Młodszego, który od 1884 r. zdobi budynek „Peek House” przy rogu Eastcheap i Lovat Lane.



Zdjęcie: Chris Partridge, blog Ornamental Passion

Jego fasada ma dość dyskretną dekorację, inspirowaną wzorami grecko-rzymskimi. Silniej zaakcentowane jest przykryte zgrabnym hełmem obłe naroże; to właśnie tutaj, w mocno eksponowanym miejscu bezpośrednio nad wejściem, umieszczono głęboko rzeźbiony relief z wielbłądami. Sąsiadują z nim dwa pasy geometrycznych ornamentów w formie meandrów; większy górny, w formie wyraźnie odciętego prostokąta akcentuje szerokość naroża, dolny nieprzerwanym pasem całą fasadę, podkreślając cięcie kompozycyjne w parterze budynku.


Rzeźbiarska realizacja nad wejściem to nic innego jak reklama firmy, do której należał budynek, czyli „Peek Bros.”, zajmującej się importem z kolonii. Każdy z wielbłądów symbolizuje inny rodzaj towaru z oferty braci Peek – kawę, herbatę i przyprawy. Stworzone przez Theeda przedstawienie na tyle się spodobało, że trafiło na papier firmowy spółki (zdjęcie pochodzi z bloga COSGB).


Wybór rzeźbiarza na pewno nie był przypadkowy; William Theed Młodszy to jedno z najgorętszych nazwisk angielskiej rzeźby epoki wiktoriańskiej. Syn rzeźbiarza i artysty Williama Theeda Starszego, pracującego m.in. dla Wedgwooda, pasjonat sztuki włoskiej, który spędził ponad 20 lat praktykując w Rzymie, jeden z ulubionych artystów królowej Wiktorii – William Theed Młodszy na stałe zapisał się w pejzażu wyspiarskiej sztuki i architektury. Wprawdzie do jego najsłynniejszych realizacji należą przede wszystkim rzeźby, nie oznacza to, że nie znajdziemy interesujących ornamentów jego autorstwa.


Wszystkie one wpisują się w definicję alto-relievo, czyli tego, co Anglicy określają mianem „high relief”. To typ płaskorzeźby mocno wychylonej w kierunku pełnoplastyczności – postaci powinny być co najmniej w połowie wyprowadzone przed płaszczyznę dekoracji. Podręcznikowym przykładem wśród detalowych realizacji Theeda jest kompozycja w tympanonie ujeżdżalni Pałacu Buckingham (pojawiła się wraz z przebudową obiektu w latach 1858-59 r.). Przedstawia ona Herkulesa ujarzmiającego konie Diomedesa (zdjęcie ze strony Art&Architecture). Antycznego herosa poznamy oczywiście po narzuconej na głowę i ramiona skórze lwa nemejskiego oraz po towarzyszącej mu maczudze. Chciałoby się rzec, że bohater trzyma się na elewacji siłą własnych pleców – nogi potraktowane są już zupełnie rzeźbiarsko, tracąc płaszczyznę styku z tłem. Z uwagi na charakter przedstawienia i skalę, detal, świetnie widoczny od strony ulicy, silnie dominuje swoim wyrazem cały budynek. Warto przyjrzeć mu się na blogu „Ornamental passion”.


Choć realizacje rzeźbiarskie nie leżą w spektrum moich ścisłych zainteresowań, jednak nie mogę – przy okazji wielbłądów na Eastcheap – nie wspomnieć choćby pobieżnie o innej tematycznej realizacji Theeda, czyli jego grupy rzeźbiarskiej przedstawiającej Afrykę, jednej z czterech flankujących Albert Memorial w Ogrodach Kensingtońskich. Warto przyjrzeć się dokładnie marmurowemu posągowi. Jego centralnym elementem jest właśnie wielbłąd, dosiadany przez kobietę, której uroda, atrybuty i strój od razu przywodzą na myśl Kleopatrę. Wdzięcznym szczegółem jest również jej obuta w sandał stopa powtarzająca wygięcie sylwetki wielbłąda. Zwierzę okryte jest ozdobną kapą, która – podobnie jak uprząż – wykończona jest długimi frędzlami.


Kobieta wspiera się na ramieniu młodego mężczyzny, również stylizowanego na Egipcjanina (ach ta peruka!), któremu towarzyszy sięgający do kolan Sfinks. Zaraz za pomnikiem umieszczona jest też graca, znak prosperującego rolnictwa okolic Nilu. Z drugiej strony pomnika widzimy siedzącego Araba (prawdopodobnie znowu Beduina) w turbanie. Obok niego leży przewiązany sznurem pakunek i koc, w tle widać również kły słonia, co odsyła nas do świata karawan.


Dwie postaci domykające rzeźbę z tyłu to Murzyn wsparty na dzidzie, z ramieniem osłoniętym zwierzęcą skórą – jedyny reprezentant południowej Afryki w grupie – oraz biała kobieta, trzymająca na kolanach rozwinięty zwój – być może mapę. Choć dzisiaj przedstawienie to zostałoby uznane za wyraz angielskiego kolonializmu (którym bez wątpienia jest), jednak nie zmienia to faktu, że jest udaną, przepełnioną znaczącymi szczegółami realizacją, tak charakterystyczną dla czasów, w których powstało.


Spodobały się Wam wielbłądy w detalu? Polecam Wam stronę pasjonata londyńskich fasad – Boba Speela – i jego zajmującą notkę o tych egzotycznych zwierzętach.

Komentarze

Popularne posty